Długo zastanawiałem się, jak zacząć artykuł opowiadający o PlayStation jako pionierowi grania domowego. Zastanówmy się może najpierw co było przed „Szaraczkiem”. Przeglądając Internet możemy znaleźć nazwy maszynek będących przed PSXem. Wśród nich m.in. NES (lub popularny u nas w Polsce Pegasus), SNES, Commodory i mógłbym tak jeszcze długo wyliczać. Tak naprawdę jedynie Nintendo namieszało w kwestii grania w domach. I to dzięki klonom Nintendo Entertainment System granie w domu stało się popularne w Polsce. Była to jednak rozrywka dla dzieci, mających „nowoczesnych” rodziców, którzy zamiast piłki, walkmana/discmana kupili swojemu dziecku NESa. Graficznie przedstawiało się toto śmiesznie, pady były niewygodne i jedyne co do konsoli przyciągało to gry walność i możliwość grania w Multi z kolegą. Przejdźmy dalej. W roku 1990 powstał PSX. I od razu stał się marzeniem młodych graczy. Grafika, audio i wibracje – to wszystko doprowadzało do tego, że każdy gracz chciał mieć ta konsolę, aby zasmakować komfortu i nowej jakości grania na konsoli. Dzięki temu zaczął się bum na konsole w Polsce. Tradycyjnie kupowano je na straganach z chipem, gry kupowało się w osiedlowych sklepach po 20 złotych. (Pamiętam jak dziś jak oszczędzałem miesiąc aby kupić sobie oryginalnego NASCAR98. ) Tendencja wzrostowa jeżeli chodzi o kupno konsol była podobna w całej rozwiniętej części świata. Nie inaczej było w Polsce. Co prawda piractwo szerzyło się niemiłosiernie, przez co zyski ze sprzedaży gier były nikłe, ale już hardware sprzedawał się jak ciepłe bułeczki i to nie tylko sam system, ale również akcesoria. Tych powstało multum, a dzięki ich chińskim zamiennikom każdy posiadacz konsoli mógł sobie pozwolić na kupno jakiegoś. Prześcigano się wtedy w ilości posiadania tychże. Jednak nie o tym miało być. Kiedy PSX pojawił się pod strzechami, place zabaw się wyludniły, parki stały się puste, boiska nieuczęszczane. Zbiegało się multum chłopaków (czasami nawet 20) po to aby zrobić sobie turniej w Tekkena czy w Mortal Kombat. Brutalność wylewająca się z ekranu dzięki „pięknej” grafice jarała młodych chłopaków prawie tak samo jak Dragon Ball. Były to czasy, kiedy do szczęścia nie potrzeba nam było wiele. Wystarczył ten szary pad i gra z bazaru. Do czego dążę? Chcę tylko przekazać wam to co ja uświadomiłem sobie rozmawiając ze znajomymi – to PlayStation rozwinęło rynek gier w Polsce. Jej przyjście na świat i pod TV w polskich domach doprowadziło do sesji growych całych osiedli. Niesamowite jest to jak wtedy mając jedną grę i dwa pady, konsola była obiektem zainteresowania 20 osób, które niczego nie pojmując stały się przyszłymi „skarbonkami” wielkich multimedialnych koncernów.
Przypatrzmy się bliżej rozwojowi rynku. Konsole z domowych narzędzi rozwałki, stały się wielozadaniowymi kombajnami mogącymi dla nas zrobić prawie tyle samo co komputer. Zatraciły przez to jednak swą „duszę”. O tak! PlayStation w 2000 roku było czymś co przyciągało na wiele godzin. Obecnie PS3 jeżeli wciąga to nie ze względu na nowości w gameplayu i rozrywce, a dzięki grafice i ogólnym wrażeniom z gry. Kiedyś podczas gry co rusz doświadczaliśmy nowych usprawnień i pomysłów, natomiast teraz dostajemy odgrzewane kotlety. Fajne, ale tylko na moment. Miłe dla oka, ucha, ale w mózgu nie wyryją bruzd jak pierwszy Tekken czy Final Fantasy VII. Szybko podsumowując akapit możemy dojść do jedynego słusznego wniosku – to co zostało już wymyślone jest maximum możliwości twórców gier. Możemy liczyć jedynie na usprawnienia i ewolucje, ale nie na rewolucje. Branża gier wyczerpała ilość pomysłów na kilka lat, dekad, a może nawet na zawsze. Nie wiadomo. I nie będzie wiadomo dopóty dopóki nie pojawi się młody człowiek z ogromną ilością nowych pomysłów, których wdroży nowego ducha w branżę gier. Coś jak Peter Molyneux kilkanaście lat temu. Coś jak Ken Kutaragi, który stworzył PS. My gracze, musimy modlić się, abyśmy w końcu dostali wizjonerów, a nie mistrzów fachu. Bo i owszem, prawda jest taka, że obecnie twórcy gier to perfekcjoniści, nie ma miejsca dla średniaków czy niechlujów. Wszystko musi być idealne. Przez co branża tylko ulepsza to co już dobre, ale nie wyznacza nowych kierunków. Nie ma kogoś kto pociągnąłby za sobą tłumy graczy. Nawet jeżeli powstają rodzynki, nowe, niepowtarzalne, jedyne w swoim rodzaju gry to są one marginesem i rzadko przyciągają większe rzesze fanów. Nie wiem czy to wina mentalności ludzi, że lubią to co już znają, czy może reklamy – gry wizjonerskie, rzadko są robione przez wielkie korporacje, częściej są to małe, kilkuosobowe grupy zapaleńców, które ledwo wiążą koniec z końcem. Troszeczkę z innej beczki – zastanówmy się jaką ostatnio wydaną grę można uznać za rewolucyjną i za taką, która przysporzyła marce wielu fanów. Jedyne co sobie przypominam to Minecraft. Pytanie- czy ta gra jest naprawdę tak rewolucyjna jakby się wydawało? Nie sądzę. Graficznie to 3 kroki wstecz. Gameplay właściwie to samo. Fabularnie to klapa (tam w ogóle jakaś fabuła jest?). Tak więc niż nie przemawia za MC oprócz nieco zmienionych zasad gry. To jednak za mało aby nazwać tą grę rewolucyjną. Co najwyżej ewolucyjną.
CDN...
Myślałem o latach 90tych, ale ofc masz rację. :]
OdpowiedzUsuń