Na grę Metro 2003 trafiłem przypadkiem, kiedy w mediach huczało THQ upada, a Metro można dostać za darmo i wpadłem przypadkiem na teasery następnej części gry, które są po prostu świetne. Gra długo siedziała u mnie na Steamie, aż w końcu postanowiłem się za nią zabrać. Grę ukończyłem i postanowiłem napisać recenzję żeby wyrazić to jak bardzo dobra gra może okazać się przeciętna. Ale po kolei...
Uniwersum Metro 2033 jest mi znane z książek od dosyć dawna, mam kilka książek, ale nie jestem jakimś tam fanem, to po prostu dobre, postapokaliptyczne sci-fi. Dla tych, którzy nie wiedzą co to Metro, już spieszę z wyjaśnieniami. Otóż po nuklearnej wojnie na świecie nie ma już życia. Resztki ocalałych schroniły się po tunelach tytułowego Metra na całym świecie, starając się tam przeżyć i ocalić ludzkość od zagłady. Fabuła gry inspiruje się pierwszą książką z Uniwersum autorstwa Dmitrija Glukhovskiego, która to nosi dokładnie ten sam tytuł. Naszym protagonistą zostaje Artem, młody chłopak z nękanej przez "cienie" stacji. Na samym początku rozgrywki spotykamy Huntera, który to zleca nam misję dotarcia do Polis - mitycznej stolicy Metra, aby poinformować jego towarzyszy o sytuacji w naszej rodzimej stacji. Hunter chcąc nam pomóc zaginął gdzieś w tunelach dlatego sami musimy wyruszyć do "centrum". W trakcie trwania wędrówki napotkamy wiele postaci znanych z kart powieści, weźmiemy udział w kilku zdarzeniach oraz będziemy mogli zauważyć mnóstwo egzemplarzy książki poukrywanych w grze. ;) Taki miły easter-egg od autorów. Gra nie jest jednak kalką wydarzeń z książki, a jedynie ją momentami wykorzystuje. Pomimo tego autorom udało się zachować surowy, niepowtarzalny klimat książkowego Metra co jest niewątpliwą zaletą. Ducha Metra czuć przede wszystkim na początku gry, kiedy to zwiedzamy poszczególne żyjące własnym życiem stacje . Wraz z rozwojem fabuły poznamy zasady obowiązujące w metrze, ludzi oraz naszą własną wyjątkową osobowość.
Nie wszystko jest jednak idealne. Gra oprócz podziemnej części kampanii ma też część "nadziemną", która to jest nudna, powtarzalna i typowa dla FPSów. Niczym specjalnie nie zaskakuje co tak razi w oczy kiedy porównamy ją do części z wnętrz tuneli. Pod ziemią, w stacjach możemy zobaczyć jak sobie radzą ludzie, jaki jest podział obowiązków itd. Możemy wysłuchać co ich trapi, jakie mają obawy lub co o nas sądzą. Zauważymy wtedy, że tak na prawdę nasza osoba jest marna i niewiele znaczy oraz że życie w metrze do łatwych nie należy. W grze nie istnieje pieniądz jako taki. Rolę waluty pełnią tu naboje. A tych jest wiele, ale płacić możemy tylko amunicją sprzed zejścia ludzi do metra, ponieważ wytwarzane pod ziemią przez domorosłych speców naboje nie są tak dobre jak te robione przez fabryki wcześniej. W grze możemy niejako wybrać drogę, którą zdecydujemy się pójść. Możemy iść na YOLO nie bacząc na nic ładować we wszystko co się rusza, lub też wręcz przeciwnie, korzystając z noktowizora i tłumika skrycie i dokładnie eliminować albo omijać wrogów. Jak na FPSa na modłę CoDa to dość duża swoboda. Natomiast część gry, którą spędzimy na powierzchni będzie nudna jak flaki z olejem. Jedyne co będziemy robić to iść i strzelać. Dosłownie. Przeciwnicy pojawią się w liczbie odpowiadającej bardziej hack-n-slashom niż strzelankom, ale cóż widocznie taki był zamysł autorów.
Jedną z ważniejszych cech gry jest poziom trudności. Grając metodą Rambo będziemy szybko umierać. Może nam też zabraknąć amunicji co jest zjawiskiem dosyć częstym. Gra nie oferuje żadnych minimapek i innych tego typu udogodnień. Jedyne co to notatnik, który możemy wyciągnąć, a w nim strzałka, która wskaże nam drogę do celu. Pomimo liniowości gry i możliwości strzelania do wszystkiego, gra preferuje raczej ciche zabójstwa i ukrywanie się w cieniu. Ważne jest zbierania wszystkiego co się da oraz rozważne dobieranie broni przed misją. Sztuczna inteligencja przeciwników stoi na wysokim poziomie do momentu strzelanin. Wtedy przeciwnicy zachowują się kompletnie bezsensownie i jeśli staniemy w złym miejscu po kolei będą w nas wbiegać. Niby zachowują pozory jakichś tam odruchów - chowają się, rzucają granatami to i tak zachowują się jak przygłupy niemal nie zważając na nasze poczynania.
Graficznie gra stoi na bardzo wysokim poziomie. Jest po prostu prześliczna. Kolorowa, ale odpowiednio mroczna, efekty świetlne to mistrzostwo, gra cieni, efekty mgły, dymu, wszystko to sprawia niesamowite wrażenie i perfekcyjnie oddaje klimat panujący w grze. Tekstury są ostre i wyraźne. Do tego dochodzą smaczki pokroju parujących gogli, pękającej osłony maski, zawężonego pola widzenia na powierzchni po jej ubraniu. Coś pięknego. Do tego gra nie ma wielkich wymagań i z powodzeniem ruszy na kilkuletnich komputerach. Nie wszystko jest jednak dobre. Twarze NPCów lubią się powtarzać, co prawda nie odczuwamy, że przebywamy w mieście klonów ale to nie zmienia faktu, że twarze się powtarzają. Animacje również nie są najwyższych lotów. Nieco sztywne i nienaturalne. Dźwięk za to jest od pierwszej chwili aż do ostatniej G-E-N-I-A-L-N-Y. Na prawdę, dawno nie słyszałem tak dobrego i pozwalającego wczuć się w klimat soundtracku. Nie mogę też nie wspomnieć o rosyjskim dubbingu, który dla mnie po prostu jest świetny i chociaż nie znam języka i grałem z polskimi napisami to nigdy nie odpaliłbym jej w innym niż oryginał języku. Żeby zrozumieć o co mi chodzi należy w to po prostu zagrać!
Metro wyrwało mi z życia około 10 godzin i co najważniejsze zostawiło niedosyt. To świetna produkcja, którą męczą problemy ja bym to nazwał wieku dziecięcego. Kiedy to jest mnóstwo pomysłów, ale nie wszystkie są wystarczająco rozwinięte lub rozwinięte są po prostu źle. Gra ma wiele plusów i niesamowity potencjał, dzięki uniwersum w jakim została osadzona. Ukończyłem ją i polecam fanom dobrych historii, ciekawych i niebanalnych strzelanek oraz przede wszystkim fanom Metra.
Ocena: 3+/5
Zalety:
- Klimat
- Grafika
- Dźwięk
- Konstrukcja świata
- Rozgrywka
Wady:
- Wtórność
- Powtarzające się modele postaci
- Naziemna część gry
- Zakończenie
- Niewykorzystane pomysły
P.S. ja tymczasem czekam na promocję i kupuję Metro:Last Light!